Obserwatorzy

piątek, 1 czerwca 2012

Garść wspomnień z okazji Dnia M.


Dla   mojej  mamy  powstał   „ skrywaczek „ .Lato tuż  za progiem  a wtedy  moja mama  lubi  wystawiać  sobie  w  koszyczku  na parapecie okiennym  pomidorki  aby w cieple  jeszcze  dojrzewały . I właśnie kierowana    myślą  przeszyłam dla niej    „skrywaczek  parapetowy „



 Jest i druga mama dla niej   w niedzielny poranek zanieśliśmy  z mężem bukiet kwiatów .To moja teściowa .. nie ma jej co prawda między nami ciałem ale w moim życiu jest obecna duchem  i  zawsze  tak  zostanie .Dla mnie moja teściowa  to ktoś  więcej  niż  mama  mojego  męża.

No i jestem w końcu jeszcze  ja  mama dwojga  dzieciaków  Gosieńki  i Grzesiaczka…. Na zakończenie  sobotniego świętowania  póżnym  popołudniem  zawitała  Gosieńkah  i  obdarowała mnie  różnościami:
czekoladki – na podniesienie magnezu, kawusia  na podniesienie ciśnienia  i najbardziej cenny z wszystkiego notes /handmade Gosieńkih /




Notes na „ miarę” moich  myśli zatrzymanych  i  łyżeczka   (niespodzianka  z kawusi ) która dla mnie stanowi  przypomnienie aby smakować życie małymi łyczkami ……...


A póżnym wieczorem zadzwonił z życzeniami  z „ zagłębia  chorób  oddechowo wirusowych „    Grzesiaczek.  
I tak  do historii wspomnień przeszedł   kolejny w moim życiu  Dzień  Matki …….. i  znów na ten najmilszy dzień w roku dla mam  trzeba  czekać  cały  rok ……….no może już tydzień mniej …dobrze ,że czas szybko leci.......

środa, 30 maja 2012

…….Niespodzianki...

Dzień jak co dzień naprzemian  raz kij a raz marchewka  aż tu nagle koło południa rozwiązał się worek niespodzianek.

Gromkim  hurrraaa  powitałam   wyniki na  blogu  Szuflady  albowiem załapałam się tam na „cukieraski”. Ciśnienie nieznacznie się podniosło – słonko  wpuściło przez szyby ze trzy promyki więcej...pomyśłałam nie jest źle.....

Drugą  przyniósł Pan listonosz …kopertka a w niej  upominki  od  Reni   związane z wyróżnieniem jakie otrzymałam w szufladzie.



Śliczne  serducho  znalazło oczywiście swoje miejsce na mojej grządce 

 …..Następne trzy promyki więcej..wypiłam kawkę , posiliłam  się  sezamkiem .. i wyruszyłam w drogę do UP ściskając w ręku wczorajsze awizo .  A  droga nie była krótka  bo do mojego Urzędu Pocztowego  szybciej by mi było płynąć z nurtem Wisły niż dostać się środkami  komunikacji miejskiej więc wyruszyłam  skrótami na piechotkę a tam czekała na mnie kolejna niespodzianka  otworzyłam kopertkę a tam  : błękitne śliczne kolczyki




i dwie dziesiątki różańca  będące dziełem  rąk  Ani
Spodziewałam się jednej – bo w swojej  korespondencji  porosiłam  Anię   o  jedną dla Mamy Marcela.  A tu oczom nie wierzyłam  dwie  ….  i  jedna moja jest. Przesyłka  przyszła  z   opóżnieniem  więc  dziesiątka  poczeka na  mamę Marcela do jej  powrotu ,  a póki  co jutro  rano o  7.15   kiedy rozpocznie się operacja Marcelka  wezmę obie swoją  i  Eli    i    ……..


 

wtorek, 29 maja 2012

Marcelek.................


Dzisiaj Marcel   wyjeżdża z  mamą do Monachium a 31 maja będzie operowany –mama Marcela   dziękując  wszystkim  za  dar serca  w jednym z ostatnich wpisów prosiła    o wsparcie  ich modlitwą

 Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.
                                                         Ewangelia wg św. Mateusza 18:19-20:


sobota, 26 maja 2012

Moja grządka … czyli rys historyczny

Wczoraj  wieczorkiem    ściskając w ręce leżące od dobrych kilku  dni  awizo   wreszcie  dotarłam do mojego  Urzędu  Pocztowego  a  tam  czekała  na mnie paczka …a w niej same cudowności .

 W Pięknie zdobionym lnianym woreczku  było piękne  serducho   i woreczek  szyciowych  przydasi który  dla  takiej  „szyciary „  jak  ja to - sam miód na serce .


W kopertce znajdowały się „uściski” jakie wyszły  spod  lekkiego  jak   zawsze  pióra  Matki założycielki mojej  blogowej  „ Grządki „
Najważniejsza  rzecz  jednak  dla mnie  znajdowała  się  w :


Rozpakowałam

Oniemiałam



Zaczęłam piać z  zachwytu …oj piejo kury piejo …..

I  tak oto  od  Snow  z  Mojego Pobielenia   i  z  jej hardcorowego  kurnika   na moją grządkę  przybył  czarny kogut - budzący  każdego ranka   ogarnięte nawet  najgorszą  traumą  duszyczki do szybkiego działania.
Moja  grządka  …czyli  małe  co  nieco  na  temat  otaczającej  nas  rzeczywistości  powstała  właśnie dzięki   Snow  , która w naszej  meilowej  korespondencji   /będącej  owocem  jednego  z  moich  postów /
uświadomiła mi, że blog  wcale nie musi być tylko  miejscem  dla  prezentowania  tylko i wyłącznie   Radosnej Twórczości    … o tym co nam czasem w duszy gra też warto napisać  jakiś post.
I tak oto powstała  :Moja grządka …czyli .....


Snow dziękuję J))))))
A teraz ściskam Was mocno i biegnę na Krakowski Rynek   w poszukiwaniu gołębia chętnego do lotu w drugą stronę…….a może  i  jakiegoś   obwarzanka po drodze znajdę  znajdę.
Ściskam Was mocno i lecę ....no może biegnę ..ale kto mnie tam wie....